Co jest po drugiej stronie? Odpowiedź na to pytanie mogą znać ludzie, którzy przeżyli śmierć kliniczną, czyli stan, w którym ustaje bicie serca, ale mózg nadal pracuje. — Jezu, ale tu brudno. Jęknął licealista, gdy zderzył się z prawdą przez postronnych obywateli zwaną potocznie prywatnym bałaganem. Szesnastolatek nie spodziewał się, że może być gorzej niż zazwyczaj, ale tak było. Dzień zapowiadał się jeszcze koszmarnej niż poprzedni. — Wydaje ci się — odparł jego serdeczny przyjaciel, jeszcze na wpół śniący, przewracając się na drugi bok na swoim łóżku. — Może w końcu posprzątałbyś ten bałagan, co? — zaproponował, przekraczając próg. — Tu nie ma jak oddychać — poskarżył się, gdy jego wyczulony węch, poczuł w powietrzu najróżniejsze zapachy – dym, alkohol, pot, a nawet śladową ilość spermy. — Cicho. Ten bałagan odzwierciedla stan mojego umysłu — wytłumaczył szybko Ace, starając się ignorować zaczepki swojego kolegi, dlatego wyobraził sobie, że to tylko mucha brzęczy mu za uchem. — No, ej, proszę o trochę kreatywności. Zaprzyjaźnij się z odkurzaczem — nalegał Sabo, marszcząc czoło na widok porozrzucanych butelek taniego wina. — Bardziej niż z tobą? — Ciemnowłosy chłopak zaciekawił się na tyle, aby podnieść o kilka centymetrów głowę do góry. — Chciałbym — mruknął Sabo, wycofując się znów na próg. — Zapomnij. Ace wrócił do pozycji wyjścia, wtulając się w pluszowego niedźwiadka, który był jego przyjacielem, jeszcze przed tym nim nauczył się operować trudnymi słowami, układać w miarę sensowne zdania i porozumiewać mową ciała, czyli X lat temu, a precyzując — piętnaście z kawałkiem. Zapadła chwila milczenia, którą po chwili odważył się przerwać Sabo. — Chociaż doprowadź się do stanu używalności. No wiesz, prysznic, szczoteczka do zębów, grzebień i te sprawy — wyjaśnił. Ace już chciał zapytać w jakich celach chce go Sabo użyć, mając nadzieję, że tych bardziej dynamicznych i wyskokowych, ale w porę ugryzł się w język. On tylko tak używa przyjaciela. Czasem, jak jest trochę bardziej uległy i chętny. — Dziękuję za twoje cenne rady, ale możesz sobie schować je do kieszeni spodni, najlepiej tylnej i ze specjalnymi dedykacjami dla mnie. Może powinien zaproponować posiłkowanie się tyłkiem? Stwierdził jednak, że ta opcja nie przejdzie mu przez gardło, z powodu śliny, która zgromadziła się w jego ustach, od nadmiernego, nocnego przebywania w ubikacji. — Twojej? Nie kuś nawet, pomyślał Ace, stwierdzając zdecydowanie, że Sabo powinien pójść grzeszyć w inne miejsce, ewentualnie spróbować z nim, pod warunkiem, że następnym razem, to coś w jego bokserkach nie będzie już tak strasznie pulsować od nadmiaru adrenaliny, jak ładnie ujął Portgas kilka miesięcy temu. — A chciałbyś? Nie mógł się powstrzymać, zważywszy na fakt, że u niego trzeźwe myślenie nie było w modzie, zbyt zaoferowane szkolnymi pierdołami i różnymi czynnikami, które doprowadziły jego umysł do stanu kastracji kilku szarych komórek na dzień. — Idź marzyć gdzieindziej. Sabo westchnął. Czasem miał dość tego człowieka, który miał czelność wtargnąć do jego życia i przewrócić go do góry nogami, wiedział jednak, że jego przyjaciel od siedmiu boleści już dawno zginąłby bez niego marnie – przeturlałby się do rynsztoku bądź obudziłby się pod przystankiem z luką w głowie i bez jednej nerki. Mimo że jasnowłosy odznaczał się pewnością siebie, nigdy nie szczędził na swój temat pochwałek i tak dalej, nie czuł tego bynajmniej przez wpływ swojego egoizmu. Po prostu wiedział, że Portgas D. Ace był jak dziecko, trochę duże, ale nadal raczkujące. — Jeśli ruszysz swoje cztery litery, dam ci lizaka — podsunął sprytnie Sabo. — Jakiego smaku? — Ace poderwał się nagle z miejsca, stwierdzając, że ta oferta była zbyt kusząca, aby nie skorzystać. Naturalnie tylko w jego szerokim pojmowaniu słowa lizak. — Truskawkowego, malinowego… jakiego tylko zechcesz — odpowiedział, wzruszając ramionami. — Wolałbym jednak lody — podzielił się swoją myślą na głos, a Sabo udawał tylko, że nie zauważył, jak Ace zatrzymał spojrzenie na jego kroczu. — Lody są zimne. Jest luty, mówi ci to coś, prawda? — Czasem czuł się po prostu jak jego rodzic, który miał za zadanie wyperswadować mu wszystkie głupie pomysły z głowy. — Ale, no… Ja chcę takiego ciepłego, od serca, rozumiesz, nie? Sabo nie mógł powstrzymać rumieńca, który zagościł na jego policzkach. Wiedział do czego jego przyjaciel zmierzał – ich wymiany zdań zawsze kończyły się w taki dwuznaczny sposób, że miał ochotę obrócić się na pięcie, wyjść i nigdy nie wrócić do paszczy lwa. Ale ufając teorii, że ludzie, którzy ciągle posiłkują się kolorowymi tabletkami tak po prostu mają, postanowił przymknąć oko na perswazję Ace’a. Portgas zarechotał dziko. — Masz niecenzuralne myśli. — Pokazał mu język. — Miałem na myśli czekoladowe lody, czaisz, nie? Zwinął się w kłębek i niemal od razu zmorzył go sen. Nie sprzeciwiałaby się, jakby Sabo dał mu skosztować tego bardziej cielesnego… * — Miarka się przebrała, Ace! — zawyrokował Sabo, celując w niego ostrzegawczo palcem. Tylko on miał tyle czelności, aby zwlec go z łóżka o drugiej w nocy, w połowie przerywając piękny sen o… Tę kwestię wolał jednak przemilczeć. — Ej, no. Nie dość, że jestem pijany w sztok, mam kaca jak stąd do końca świata, to jeszcze swoim wrzaskiem potęgujesz moją mę-kę — wydusił z siebie, zatykając uszy palcami. Spojrzał na swojego przyjaciela, przechylając głowę pod dziwnym kątem. — Ale wiesz co, Sabo? Masz na głowie skórkę z mandarynek czy coś — skwitował, po krótkich oględzinach. — Może to przeterminowany banan? — zamyślił się. — I co? Wyczuwasz w tym jakąś anomalie? — zapytał jasnowłosy z ironią, marszcząc nos. Ace mówił od rzeczy. Nie żeby to była jakaś nowość, on ciągle mówił nie na temat, ale Sabo miał wrażenie, że dziś przerósł samego siebie. Tylko sekundy dzieliły go od stracenia nad sobą panowania. — Nie ma w tym nic dziwnego — oświadczył, czochrając swoje przydługie, ciemne włosy. — Ace, w końcu powiedziałeś coś mądrego. Coś naprawdę mądrego — pochwalił go Sabo, zastanawiając się czy nie powinien zacząć bić mu brawa. — Dlaczego się powtarzasz? — Portgas próbował się podnieść z brukowanej kostki, ale skończyło się tym, że znów stłukł sobie pośladki. Na jego piegowatej twarzy pojawił się grymas niezadowolenia. — Chcę pobudzić twoje sfiksowane szare komórki do myślenia, Ace — wyjaśnił cierpko. — Dziękuję, że ciągle przypominasz mi jak mam na imię — burknął Portgas, chowając twarz w dłoniach, aby kolorowe neony przestały atakować jego wrażliwie i już załzawione oczy. — Nigdzie nie idę. — Udał obrażonego. — Idziesz — zawyrokował Sabo, głosem nieznoszącym sprzeciwu. * — Ej, Sabo…? — Czego? — Wiesz, kto mieszka po drugiej stronie serca? — Nie mam pojęcia. — No pomyśl. Wysil choć trochę swoją mózgownice. — Nie — Cechujesz się naprawdę wyjątkową odpornością na zdobywanie wiedzy, bezmózgowcu — burknął niepocieszony Ace. Przyganiał kocioł garnkowi, mruknął w myślach Sabo, gdy Portgas bezwstydnie wykradł mu kolejny tego dnia pocałunek. Z zachowania przypominał klasycznego, napalonego erotomana, który zrobi wszystko, aby zdobyć swój cel. — Wiem jedno, Ace. W moim sercu mieszkasz tylko ty — mruknął tak cicho, aby Ace, zajęty swoim pokrętnym myśleniem, nie zdołał tego usłyszeć. Wiedział, że już nigdy nie odważy się powiedzieć tego na głos. No, może do czasu, kiedy Ace znów nie poczęstuje go kolorowymi tabletkami, dlatego cieszył się jak diabli, że zdobył się na odwagę. Zręczne długie palce Ace’a badały teraz każdy skrawek jego ciała, przez które przechodziły od czasu do czasu niekontrolowane dreszcze. Sabo już sam nie wiedział, jak blisko jest granica pomiędzy miłością a przyjaźnią, gdy ciemnowłosy postanowił pobawić się odrobinkę jego wargami. Cholera jasna, miał z tym wszystkim skończyć! I co z tego, że szaleje za tym bezmyślnym dzieciakiem już od przedszkola? Kurwa, kurwa, kurwa. Klął w myślach, gdy na Ace rozchylił usta w ładnym uśmiechu. Serce podskoczyło mu do gardła, gdy poczuł ciepłą dłoń przyjaciela na mięśniach brzucha. Reszta to milczenie, pomyślał, gdy Ace złożył na jego szyi łapczywy pocałunek, ssąc prowokacyjnie jego skórę. Sabo zamknął oczy, chcąc to jak najlepiej zapamiętać. Cholerne kolorowe tabletki, mruknął pod nosem, gdy poczuł silny uścisk na swojej męskości i ciepły oddech, owijający kark. – Jejku, Sabo… Nawet jak jęczysz, używasz skomplikowanych słów. Czuję się przy tobie jak analfabeta. Ace, przecież jesteś analfabetą, pomyślał, ale nie chciał, aby przestawał, dlatego wolał nie dzielić się tym spostrzeżeniem na głos. Portgas D. Ace prowokował bardzo, tak bardzo, że Sabo zagryzł wargę i postanowił wykorzystać jak najlepiej tę chwilę upojenia narkotykowego, która na pewno dwa razy się nie zdarzy. — Wiesz, że dziś są walentynki, ne? Skończmy to szaleństwo z wielkim BUUUM — szepnął mu cicho przyjaciel do ucha, nadgryzając jego płatek i akcentując „buuuum”, które niemal eksplodowało w jego w głowie, odbijając się od czaszki. Resztę postanowił zwalić na efekt uboczny ich pierwszego spotkania. Koniec. „Dom po drugiej stronie jeziora” Anny Bichalskiej to kontynuacja „Wzgórza Niezapominajek”. Lena i jej rodzina to postacie z drugiego planu. Prym wiedzie Małgorzata, która przyjeżdża do Błękitnych Brzegów, jest kobietą samotną po przejściach, z małym dzieckiem, po czterdziestce. Zjawia się w domu Pani Matyldy. Agnieszka Kuzon z Wołczyna ma 10 lat, dorosłe oczy, a na klatce piersiowej pełno blizn. W tym tę największą, po przeszczepie serca. Wie, co to śmierć - przez 45 minut była po drugiej i poprzednich czterech operacji, które w Śląskim Centrum Chorób Serca Zbigniewa Religi przeprowadzono na jej małym serduszku, nie pamięta prawie w ogóle. Trochę aparatury, białe lampy, lekarza, który ją usypiał. I dziadka. Gdy obudziła się po zabiegu, podczas którego dwukrotnie ją reanimowali, opowiadała rodzicom, że stał przy jej łóżku. - Tylko że on nie żyje od dwóch lat - mówi mama dziewczynki, Beata przejęta opowiada o swojej chorobie. Wylicza kolejne zabiegi, tłumaczy fachowe A wie pani, jak mnie nazywają lekarze w klinice w Zabrzu? - pyta rezolutnie. - Mówią, że jestem ich nr 1Dziurkę wielkości 13 milimetrów w serduszku Agnieszki wykryto podczas zwykłego badania stetoskopem, gdy miała 2,5 roczku. Lekarz, który leczył ją na zatrucie, usłyszał szmery. Skierował dziecko na badania. Prosto z nich dziewczynka trafiła do kliniki w Agnieszka urodziła się z dużą, wrodzoną wadą serca polegającą na ubytku w przedsionkach serca połączonych z wadą zastawek - tłumaczy prof. Marian Zembala, szef zabrzańskiej kliniki operację miała tuż po swoich 3. urodzinach. - Ale kiedy lekarze otworzyli serce córki, okazało się, że trzeba będzie operować też zastawkę - wspomina mama. - Musiała jednak do tego podrosnąć. Trzeba było czekać, aż skończy 4-5 z każdym miesiącem czuła się gorzej - miewała duszności, coraz szybciej się Z czasem przy jakimkolwiek wysiłku siniały jej usta. No i chorowała, raz po raz - opowiada mama. - Serce słabło, a z nim organizm. Gorzej się bronił i co chwila była jakaś infekcja. Cały czas miała też zimne ręce i stopy, choć ciepło ją powodu tych chorób operacja zastawki była trzy razy przesuwana. Podczas zabiegu dziecko musiało być zupełnie zdrowe. Kiedy wreszcie udało się małą położyć na stół, okazało się, że jej serduszko jest w tragicznym stanie. Lekarze musieli przełączyć ją na jakiś czas na płucoserce, które przejmuje rolę tych organów, i przetaczali krew. - Od tego Agnieszka spuchła, miała nabrzmiałe paluszki, powieki, policzki. Krew niemal ciągle się jej sączyła, z oczu i noska… - opowiada przyciszonym głosem Ale z uszu mi nie poszła. Bo jakby poszła, toby było po mnie... - mówi dziewczynka. - Na szczęście pan doktor, który się mną zajmował, bardzo o mnie walczył. Powiedział nawet, że nie wyjedzie na urlop, dopóki się nie mała się obudziła, lekarze stwierdzili, że to nr 2Agnieszka dochodziła do siebie kilka tygodni. Z płucoserca przełączono ją na kolejną maszynę, a potem wszczepiono stymulator. Plan był taki, że ma doczekać z nim 14-15 lat. Wtedy, gdy organizm już urośnie, musiałaby mieć znów wymienianą zastawkę. Przy okazji - mieli nadzieję wszyscy - wymieniono by jej też stymulator. Standardowe działają średnio przez 16-20 Jej wytrzymał pięć lat - mówi Beata Kuzon. - Serce potrzebowało aż tylu impulsów, by bić, że całą moc zużyło w tak krótkim lutego 2010 roku, dzień po 10. urodzinach dziewczynki, państwo Kuzon pojechali z córką do Zabrza. Kardiochirurdzy mieli Agnieszce wymienić zużyty stymulator i doczepić trzecią elektrodę, by go wzmocnić i poprawić funkcję lewej komory serca dziecka. Urządzenie w tydzień sprowadzono zza granicy. Wszyscy byli dobrej myśli. Do momentu, kiedy nie otworzyli serca małej mieszkanki Wołczyna. - Powiedzieli, że było zniszczone jak stary kapeć - opowiada dziś medycy próbowali wymienić urządzenie, serce Agnieszki stanęło. Najpierw na długie 45 minut, a potem jeszcze na dwie. Ale zabrzańscy kardiolodzy walczą o każde A o życie Agnieszki walczyli szczególnie - mówi wzruszona Beata Kuzon. - Reanimowali ją prawie elektrowstrząsów, którymi pobudzali serce, dziecko miało poparzoną skórę klatki piersiowej, pleców i ud, bo pod nią podłożyli jeszcze jeden metalowy element. - Serce mi się krajało, gdy na nią patrzyłam - wspomina zrezygnowali z dopinania Agnieszce kolejnej elektrody. Wymienili stymulator, ale kazali przygotować się na najgorsze. Serce dziecka było w tak złym stanie, że nadziei nie Przez cztery dni czekaliśmy na śmierć - mówi Beata Kuzon. - Oczywiście, że mieliśmy nadzieję… Ale był też strach - przed tym, w jakim stanie może się obudzić Agnieszka. Po tak długiej przerwie w akcji serca mózg mógł być długo niedotleniony. Dziecko mogło się obudzić warzywem - nie wiedzieć, nie słyszeć, nie rozpoznawać Aga się wybudziła i okazała ciągle sprawną intelektualnie, rezolutną dziewczynką, stał się drugi nr 3Na ponowną próbę wszczepienia Agnieszce trzeciej elektrody nie zgodzili się rodzice. Każda kolejna mogła się skończyć śmiercią dziecka. Decyzja o przeszczepie zapadła jeszcze w lutym. Państwo Kuzon podpisali odpowiednie dokumenty i… pozostało czekać. Jak długo? Tego nikt nie był w stanie powiedzieć. Mogło to trwać kilka miesięcy, a może Niektóre dzieci nie doczekują się nowego serca - tłumaczy ze spokojem Agnieszka. - W Zabrzu poznałam Weronikę, która ma tyle lat, co ja. Ona się doczekała, jej młodsza siostra nie…Kolejne miesiące dłużyły się, zwłaszcza Agnieszce. Stała się obojętna na wszystko, smutna, ciągle leżała w łóżku. Widać było, że słabnie. - Usta ciągle miała sine, bo krew nie krążyła jak powinna, była bardzo wychudzona - wspomina w dziecięcym serduszku pojawiła się, kiedy media relacjonowały walkę o życie 6-letniego Tomka spod Przemyśla, który zatruł się grzybami. Gdy znalazła się dla niego wątroba, w Agnieszkę też wstąpiło nowe życie. Uwierzyła, że dla niej znajdzie się serce. - Mówiła o tym bez przerwy - opowiada się 1 września. O godzinie zadzwonił Pierwsze było pytanie, czy Agnieszka jest zdrowa. Potem usłyszałam, że mamy się pakować i czekać na karetkę. Jest dawca - pani Beata do dziś nie potrafi ukryć wzruszenia. - Wiemy tylko tyle, że serce przyjechało z Warszawy i pochodziło od dziewczynki w wieku zbliżonym do Agnieszki. Podobno była przy kości. To ona i lekarze z Zabrza oddali nam córkę…Przeszczep odbył się 2 września. Trwał ponad 8 godzin. Że mógł się odbyć tak szybko, to był kolejny jeszcze jeden- Agnieszka to dziś nie ta sama dziewczynka! - chwali podopieczną Barbara Błaszczykiewicz, nauczycielka ze Szkoły Podstawowej nr 2 w Wołczynie, która uczy Agę w domu. - Usta ma już różowe, nie czarne jak przed przeszczepem, poprawiła się i znów ma aż nadto - twierdzą bliscy. Ale trudno się dziwić. Dziecko ma 10 lat, a od przeszczepu przez jeszcze długie miesiące nie będzie mogła spotykać się z rówieśnikami. Najważniejsze teraz to chronić ją przed jakąkolwiek infekcją. Każda bowiem może nieść ze sobą ryzyko odrzucenia Smutno mi, że nie mogę się z nikim bawić, ale to rozumiem. Muszę być zdrowa - mówi poważnie rodzinie Kuzonów walka o życie dziecka zastąpiła dziś walka z rzeczywistością. Mieszkają w malutkim, jednopokojowym mieszkaniu na poddaszu, bez łazienki. Ubikacja jest dwa piętra niżej, a myć się trzeba w A tak być absolutnie nie może. Dziewczynka musi mieszkać w lokalu z łazienką, bo jakiekolwiek zakażenie czy brud może zmarnować wielomiesięczne wysiłki lekarzy, rodziny i cierpienia dziecka - stwierdza prof. Marian Zembala. - Dzwoniłem już w tej sprawie do starosty kluczborskiego, którego bardzo cenię. Wierzę, że jeśli wspólny wysiłek podejmą władze powiatu, województwa, a przede wszystkim gminy, to uda się znaleźć jakiś godny kąt dla tej Pośpiech, starosta kluczborski, obiecał zająć się Na początku tygodnia pojedziemy do Wołczyna, by zobaczyć mieszkanie państwa Kuzon - zapewnia. - Sprawdzimy, czy tam na miejscu da się wybudować łazienkę. Jeśli nie, poproszę o pomoc burmistrza. Będziemy szukać innego co starosta chce zrobić ten remont? - W budżecie starostwa oczywiście nie ma na to pieniędzy - mówi Piotr Pośpiech. - Ale będziemy szukać sponsorów. Jestem pewien, że się Kuzon utrzymują się z 1100 zł zasiłku pielęgnacyjnego i tego, co uda się dorobić tacie dziewczynki. Tymczasem ona sama potrzebuje całej masy leków przeciwodrzutowych i czegoś, co pozwoli łagodzić ich zły wpływ na nerki dziecka. - Tylko że to wszystko kosztuje - mówi Beata Kuzon. - W aptece ostatni pakiet leków za 350 złotych wzięłam na kreskę… Oddamy, jak tylko będą jakieś pieniądze. Litr soku z żurawiny dobrego dla nerek kosztuje 30 złotych, a czerwone mięso, które powinna jeść Agnieszka, też jest bardzo drogie…Dziewczynka nie ma też ubrań i butów na zimę. W dodatku wszystko to powinno być nowe, by zminimalizować ryzyko jakiegokolwiek zakażenia. Stowarzyszeniu Ziemi Wołczyńskiej "Dwa Serca", w którym działa Barbara Błaszczykiewicz, udało się kupić Kuzonom lodówkę. - Teraz załatwiamy jeszcze szafki, a opieka społeczna obiecała im na zimę wymienić okna - wyjaśnia pani problemem są też dojazdy do Zabrza na kolejne kontrole, a Agnieszka musi je przechodzić co kilka, kilkanaście dni. Kolejna już 17 listopada. - Nie mamy samochodu, a pociągiem nie możemy jeździć - mówi pani Beata. - Lekarze nie pozwalają, żeby Agnieszka się w nim od kogoś nie zaraziła. Każdy taki wyjazd to kolejne 100 złotych. Nie wiem, jak poradzimy sobie z kolejnymi…Tak było jeszcze we wtorek. W środę prof. Zembala powiadomił rodzinę, że Polska Grupa Medyczna ufundowała Agnieszce roczne stypendium To pieniądze, które mają być przeznaczone na jej leczenie - mówi profesor. - Ma też gwarancję, że w każdej chwili zostanie przyjęta na kardiologii w Kluczborku, by zrobić choćby echo serca i sprawdzić, czy przeszczep nie jest odrzucany. A gdyby coś się działo, to nasi lekarze mogą do niej przyjechać, zwłaszcza zimą, by nie narażać dziecka na dodatkowe niebezpieczeństwo Pośpiech, starosta kluczborski: - Cieszę się, że nasza kardiologia przyda się w tak ważnym momencie. W takich chwilach zyskujemy pewność, że warto było o nią Zembala dodaje: - Agnieszce trzeba pomóc, bo dzielnie walczyła, by przeżyć. Jak połączymy siły, choćby z okazji zbliżającego się Mikołaja, to będzie jej dziewczynkę rozpiera energia. Ma masę planów na przyszłość. - Będę biegać, jeździć na rowerze, pływać i bawić się ze wszystkimi! No i może kupię sobie kiedyś laptopa - wylicza. - Bardzo się bałam, że umrę, kiedy jechałam na operację. Teraz chciałabym o tym już nie pamiętać. Czytaj e-wydanie » Wiadomości. Kraj. Po drugiej stronie życia. Jak Polacy zabezpieczają się na wypadek śmierci. Kornel Wawrzyniak. 7 listopada 2022, 10:04. Choć co czwarty Polak ma wykupioną kwaterę na
o trzeciej nad ranem już wiem, że lęk może zabić. Może totalnie zetrzeć na miazgę szansę na coś pięknego. Może najpiękniejszego w życiu. Może też zabić nadzieję. Zaspaną ręką sięgam po telefon i z lekkim drżeniem otwieram smsa od izraelskiego Test&Go. Nie mam covida! Kończy się kwarantanna! Przyjaciel, z którym miałam lecieć, i jego córka też zdrowi. Ale ulga! A przecież o mały włos bym zrezygnowała. Ze strachu. Jak tamtego wieczora trzy lata temu w Galilei, kiedy zmęczona, głodna i przestraszona, po całym dniu z ciężkim plecakiem na Szlaku Jezusa, zupełnie się pogubiłam i nie mogłam w ciemnościach znaleźć drogi do Jeziora. Trzy razy zawracałam… Przeżyłam wtedy jeden z największych momentów grozy w moim życiu. Spotkałam się z własnym lękiem… twarzą w twarz… Właśnie wczoraj na to miejsce wróciłam… Znowu, jak przed trzema laty, w 33-stopniowym upale, poszłam Szlakiem Jezusa. A co tam przeżyłam i co się po drodze wydarzyło to chyba temat na nową książkę. Albo ostatnie strony tej, którą teraz dla Ciebie, piszę. Jeszcze nie mogę dojść do siebie, choć… tak naprawdę mam wrażenie, że teraz właśnie nareszcie doszłam. DO SIEBIE. Nic z tego, czego się tak rozpaczliwie się obawiałam, ani wtedy ani przed wylotem, się nie sprawdziło. Ciągle na nowo odkrywam, że po drugiej stronie lęku jest wyzwalające poczucie wolności i spełnianie marzeń. I czego ja się tak bałam? Cały piątek zaglądamy w Jerozolimie w nasze ulubione miejsca. Jestem tu już czwarty raz i czuję się jak w domu. Zaczynamy oczywiście od Góry Oliwnej. Jeszcze przed pandemią mieszkałam tu kilka dni w Karmelu mojej Cioci Jadwigi. Znam dobrze każdy kąt. Nic mnie nie zaskoczy. Do momentu, kiedy zatrzymujemy się przy najdroższym cmentarzu na świecie, który schodzi w dół do doliny Cedronu, i podziwiamy panoramę Jerozolimy. Sama nie wiem, jak to się dzieje, że już za chwilę wpuszczają nas do prawosławnego kościoła, nieco za kaplicą Wniebowstąpienia, w którym ścięto Jana Chrzciciela. W kaplicy obok kościoła jest spore zagłębienie, w miejscu, w którym wpadła głowa, a na posadzce kościoła, jak mówią, widać jeszcze brunatne ślady krwi. U stóp Góry Oliwnej, koło bramy Lwów, czyli św. Szczepana, jest jeszcze drugi kościół św. Jana Chrzciciela, grekokatolicki, najstarszy z kościołów w Jerozolimie. Tam jest fragment jego czaszki i tam jest podobno pochowany. Wiekowa, prawosławna Mniszka, w ciemnobrązowym welonie, który otula twarz jak chusta, woła mnie, żeby coś mi jeszcze pokazać w pięknie zadbanym ogrodzie. – Widzisz to miejsce? To tutaj mogła stać Maryja, kiedy jej Syn wstępował do nieba. Stąd wszystko widać. Nawet nie wiedziałam, że taki kościół tam jest. A nawet gdybym wiedziała, to i tak nie mogłabym tam wejść. Katolicy mogą tam wejść tylko raz do roku. A my tam właśnie jesteśmy. Kaplica Wniebowstąpienia i kościół Pater Noster, prowadzony przez Karmelitanki, są także zamknięte. A my znowu – prawie jak Pan Jezus, który przenika przez zamknięte drzwi, wszędzie w jakiś cudowny sposób wchodzimy. Jak to jest? Patrzę na grotę, w której Jezus uczył uczniów swojej modlitwy. Tutaj, za kratą, codziennie modliła się też moja Ciocia… “Ojcze nasz” to była jej ukochana modlitwa. Tak jak moja… Od jakiegoś czasu uczę się jej w języku, którym modlił się Jezus. Aramejski jest trudny. Bardzo opornie mi idzie z tymi wszystkimi przydechami i elizjami. Jeszcze nie umiem całego na pamięć. Nagle, ja, nieśmiała introwertyczka i perfekcjonistka na odwyku, wiedziona jakimś impulsem sięgam po tekst i zaczynam się głośno modlić w języku Jezusa… Czas się na moment zatrzymuje. Jak to jest, że wszędzie tam, dokąd wchodzimy, jesteśmy zupełnie sami… I to w biały dzień! To się tutaj nigdy nie zdarza! Mój przyjaciel też jest zdziwiony. A ja nagle zaczynam się śmiać. – To dopiero początek. Jeszcze zobaczysz, co się będzie działo. Bo ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy Bóg przygotował tym, którzy Go kochają… Znowu mi podsuwa ludzi, jak teraz Wallego, który akurat stał koło cmentarza, bo mieszka niedaleko, akurat nie miał nic do roboty, akurat się do niego uśmiechnęłam i akurat jego dwóch kuzynów i kolega pracują w miejscach, do których nas wpuścił. A potem zawozi nas jeszcze swoją taksówką do bramy św. Szczepana, tam gdzie mamy za chwilę zaczynać piątkową Drogę Krzyżową. Daję mu pieniądze, a on mnie pyta: – ale na pewno możesz? Jak nie, to nie ma problemu! I jak to się dzieje, że przy przekraczaniu muru w Betlejem nawet nikt od nas nie chce paszportu? I jak, że cztery dni po mojej decyzji, żeby jednak zaufać, puścić i lecieć tutaj, jesteśmy na mszy św. w miejscu największego zaufania w historii. W grocie Narodzenia Jezusa! Jest piąta rano i jest nas tam garstka. Nie ma żadnej kolejki. Mogę modlić się do woli! Dziękuję Jezusowi, że to On najpierw nam zaufał. Kiedy tak przyszedł bezbronny i nagi na świat. Jakby każdemu mówił: – Ufam Ci Mario. Ufam Tobie Józefie. Ufam Ci pasterzu, Ufam Ci królu i mędrcu. I nagle mam wrażenie, że Jezus mówi teraz tam do mnie. Moniko, ufam Ci… I do Ciebie: ufam Ci. Że przyjmiesz moją miłość. I że mnie kochasz. Może nawet bardziej niż tamci…? Bo bardziej niż oni wiesz, jak trudno unieść swoją słabość. Już wiesz, że potrafisz mnie zdradzić. Boisz się, że może nie dasz rady wytrwać pod krzyżem. Ufam, kiedy mi mówisz: kocham Cię. Spraw, żeby to było prawdą. I ufam, że nawet jeśli nie potrafisz, to chcesz mnie kochać. cdn. Jestem jak znaczek pocztowy. Trzymam się jednej rzeczy w drodze do celu. Ta jedna rzecz to opowieści. Mój cel: nauczyć przedsiębiorców tak opowiadać, żeby ich biznesy i życie stawały się jak najlepszą fabułą. Taką na Oscara. Od 26 lat jestem praktykiem storytellingu: zrobiłam setkę filmów nagradzanych na całym świecie i uczę sztuki opowiadania. Ostatnio w mojej Mistrzowskiej Szkole Storytellingu Biznesowego. Najbardziej lubię tę nutkę zaskoczenia, kiedy moi klienci piszą w mailach: "Monika, ten storytelling naprawdę działa!" Dołącz do dyskusji:

Było tam nazwisko prezydenta! Porażające, jakie 2 słowa wykrzyczał nożownik po ataku na 5 latka. Było tam nazwisko prezydenta! 18 października Polską wstrząsnęła straszliwa tragedia. W

WOJCIECH ZATWARNICKIUsłyszałam krzyk leżącej obok mnie kobiety: - Ratujecie ją! Ona umiera! A potem był już tylko wszechogarniający spokój. Ten spokój towarzyszy mi do Izabela Wisz z Rzeszowa nigdy nie straciła poczucia humoru, mimo że życie jej nie rozpieszczało. Od lat choruje na serce. Dwa lata temu po raz kolejny trafiła na przymusowe szpitalne leczenie. Jej stan był poważny. Medycy z rzeszowskiego Szpitala Miejskiego stwierdzili niewydolność krążenia. Pacjentkę podłączono do aparatury wspomagającej pracę serca i oddychania. Na oddziale intensywnej terapii razem z nią leżały jeszcze trzy inne pacjentki. I nadszedł ten październikowy dzień...- O 8 rano do naszej sali wkroczyli lekarze na rutynowy obchód. Nagle poprzez szum aparatury usłyszałam przeraźliwy krzyk kobiety leżącej na sąsiednim łóżku: - Ratujcie ją! Ona umiera!Potem były już tylko wszechogarniający spokój i obrazy. Obok przechodziły postaci w bieli. Było ich wiele, bardzo wiele. Szły w milczeniu. Nie widziałam ich twarzy. Czułam jedynie ich bliskość i ciepło, jakim emanują życzliwe nam nogą na tamtym świecie"Po co żeście mnie ratowali".- To były pierwsze słowa, jakie podobno wypowiedziałam po odzyskaniu przytomności. Ocknęłam się obolała. Od lekarzy i współtowarzyszek dowiedziałam się, co się działo, gdy moje serce przestało bić. Medycy stwierdzili śmierć kliniczną. Błyskawicznie i - jak się okazało w samą porę - rozpoczęli reanimację. Strasznie, podobno, mną poniewierali. O tym, co czułam w momencie, gdy jedną nogą byłam już na tamtym świecie, nie wspominałam nikomu. No... może tylko lekarzowi, który się mną opiekował. Długo i uporczywie dopytywał, co czułam w momencie kryzysu. Wiele czytał na ten temat. Sporo słyszał od pacjentów. Śmieć kliniczna to przecież szpitalna zaczyna się nieskończonośćPo powrocie do domu przywrócona do życia pacjentka zaczęła na nowo analizować przeżycia, zastanawiać się, co znaczą widziane obrazy. A może te postacie to lekarze? Było ich jednak wiele. O wiele za dużo, jak na ekipę lekarską, która ją ratowała. Pojawiło się wreszcie coś, czego, posługując się ludzką logiką, nie potrafiła wytłumaczyć...- Odzyskałam wewnętrzny spokój i pogodę ducha. I wreszcie przestałam się bać. Wbrew wszystkiemu i mimo wszystko. Taki prezent na do widzenia. Kiedyś byłam kłębkiem nerwów. Łatwo i szybko można mnie było wyprowadzić z równowagi. Dzisiaj po prostu przyjmuję życie takim, jakie jest. Jak to mówią młodzi -"pełny luz". To określenie dość precyzyjnie wyraża mój stosunek do spraw, które tak niedawno mnie sytuacja zdarzyła się choćby tydzień temu. Złodziej ogołocił jej torebkę z 600 złotych. - Ale nie wylewałam krokodylich - zapewnia Izabela jeszcze pozostało po pamiętnej podróży w zaświaty?- Lubię patrzyć w chmury. Dlaczego? Nie wiem. Może tam się zaczyna nieskończoność...Bądź blisko, kiedy człowiek umieraŻycie pani Izabeli nie było usłane różami. Strata córki, śmierć męża potrafiły skutecznie zadławić wiarę w lepsze życie. Ostatnią, bliską jej osobą była matka. Długo Przesiadywałam w szpitalu przy jej łóżku dzień i noc. Pewnego dnia ordynator chciał wyrzucić mnie z pokoju: Proszę natychmiast wyjść! Przeszkadza pani lekarzom i innym chorym - krzyczał. Mimo to pozostałam przy umierającej mamie, zza cichą aprobatą pozostałych lekarzy. Mama była nieprzytomna. Pomimo to mówiłam cały czas do niej. Trzymałam za rękę. Na chwilę przed śmiercią otworzyła szeroko oczy popatrzyła na mnie całkowicie przytomnie i pogodnie. Jakby się uśmiechała. Nagle wzrok jej znieruchomiał. Zobaczyłam śmierć z bliska. Dotykałam jej wraz z ostatnim uściskiem ręki mojej mamy. Wtedy było to odczucie bardzo irracjonalne. Może zbyt bolesne, by zechcieć tak od razu zaakceptować to odejście. Wiedziałam jednak, że moja bliskość była wtedy kontra agoniaW dzisiejszych czasach - zdaniem Izabeli Wisz - śmierć stała się anonimowa, bezosobowa. Umierający pozostają sami ze swoim przerażeniem, samotnością. Często towarzyszy im jedynie zawodowa uprzejmość personelu medycznego. Rodziny wypraszane są ze szpitalnych sal, bo przeszkadzają lekarzom i pielęgniarkom. Rutyna wygrywa z Izabela wspomina dni, kiedy umierał papież. Także potrzebował obecności przyjaciela, który potrzyma go za Chciał pokazać nam wszystkim, że śmierci nie można chować za szpitalne parawany. Nawet on potrzebował wtedy czyjejś bliskości. A przecież, jak nikt inny, był za pan brat z Panem który wyrzucał mnie od umierającej mamy, nadal pracuje. Spotkałam go nieco później na pogrzebie jego matki. Płakał jak bóbr. Może coś wreszcie zrozumiał...***Izabela Wisz podczas swej podróży w zaświaty przeżyła jeszcze coś... Ale to jej słodka tajemnica. - Powiem tylko tyle - tam na górze z pewnością nie lubią Śmierć? Już się jej nie boję - mówi Izabela WiszCo to jest śmierć klinicznaDr n. med. Marek Sienicki, ordynator oddziału wewnętrznego i kardiologii w Szpitalu Miejskim w Rzeszowie:[obrazek7] (fot. WOJCIECH ZATWARNICKI)- To stan, kiedy dochodzi do zaniku klinicznych objawów życiowych, samodzielnego oddychania. Ustaje praca serca. Zatrzymane zostaje krążenie Pius XI stwierdził, że śmierć jest nieodwracalną utratą tego, co nazywamy istota życia. Lekarze doszli do wniosku, że tą istotą życia jest śmierć mózgu, przede wszystkim pnia mózgu. Nauka zamiast wkuwania, czyli trochę o tętnicach wieńcowych. 04/12/2016 / Klatka piersiowa, Serce / By Maciej Haberka. Niektóre zagadnienia w anatomii wydają się być zniechęcające, a szczególnie wtedy, kiedy ciężko nam znaleźć jakieś logiczne wytłumaczenie budowy pewnych części ciała. Wiele osób w takich sytuacjach zmienia
Zapraszam serdecznie do moich kochanych wypocin:- na pełen zwrotów akcji kryminał z naszymi bohaterami z Fairy Tail, gdzie nic nie jest takie, jakie się wydaje, a proste spotkanie prowadzi do bardziej skomplikowanych wydarzeń na podróż pełną przygód jako alternatywna wizja tego, co miało się wydarzyć mniej więcej po igrzyskach, czyli śmierć, okaleczenie, ale także i miłość, przyjaźń, z jaką się spotkają Natsu i Lucy a także na bloga autorskiego z bogami greckimi w tle, gdzie studentka polskiej uczelni, Penelopa i zarazem córka Ateny, będzie próbowała powstrzymać Aresa od wszczęcia
Noszą one nazwę płatków półksiężycowatych (valvulae semilunares). Półksiężycowaty ich brzeg skierowany w stronę serca jest umocowany przy ścianie pnia płucnego. Brzeg wolny, zwrócony w kierunku płuc, odstaje nieco od ściany pnia. Jest on wzmocniony pasmem tkanki łącznej, tworzącym obłączek zastawki (lunula). Powiększenie (przerost) lewej komory jest odpowiedzią mięśnia sercowego na jego uszkodzenie lub wymuszoną nadmierną pracę i może wynikać z wielu chorób serca, ale także tarczycy, czy chorób reumatologicznych. Warto dowiedzieć się, jakie są przyczyny powiększenia lewej komory serca, która z nich jest najczęstsza oraz czy takie rozpoznanie zawsze jest powodem do niepokoju. Autor: Getty Images Spis treściKiedy dochodzi do powiększenia lewej komory serca?Powiększenie lewej komory serca - przyczynyPowiększenie lewej komory serca - objawyPowiększenie lewej komory serca - diagnostykaPowiększenie lewej komory serca - leczenie Powiększenie lewej komory serca (hipertrofia, przerost) związane jest z nadmiernym jej obciążeniem pracą, poprzez zwiększenie ilości pompowanej krwi lub wzrost oporu na drodze wypływającej z serca krwi. Powiększenie lewej komory serca ma wiele przyczyn i nie wszystkie są chorobami kardiologicznymi, najczęstszą jest jednak źle kontrolowane nadciśnienie tętnicze. Powiększenie lewej komory jest nieodwracalne, ale odpowiednie leczenie przyczyny może zatrzymać jego postęp. Warto mieć świadomość możliwych powikłań tego stanu, jak np. niewydolność serca, czy rozwój choroby wieńcowej. Z tego względu konieczne jest leczenie choroby prowadzącej do przerostu oraz regularne kontrole echokardiograficzne. Poradnik Zdrowie: kiedy iść do kardiologa? Kiedy dochodzi do powiększenia lewej komory serca? Powiększenie lewej komory serca nie jest chorobą, jest to odpowiedź mięśnia sercowego na zwiększone obciążenie. Może ono wynikać z tak zwanego zwiększonego obciążenia wstępnego lub następczego, czyli przeciążenia objętościowego lub ciśnieniowego. Co to oznacza? Do przeciążenia objętościowego (zwiększone obciążenie wstępne) dochodzi, jeśli zwiększona zostaje ilość krwi pompowana przez serce, na przykład na skutek wad zastawkowych, czy tak zwanych wad przeciekowych. Dochodzi wtedy do napływu większej niż fizjologiczna ilości krwi do lewej komory, to z kolei powoduje wymaga większej energii ze strony mięśnia sercowego, aby tę krew wypompować. Jeżeli stan taki trwa długo - miesiącami i latami, mięsień sercowy (jak każdy trenowany mięsień) przerasta i dochodzi do pogrubienia ścian lewej komory. W przypadku przeciążenia ciśnieniowego (zwiększone obciążenie następcze) sytuacja jest podobna, z tym że przyczyną przeciążenia mięśnia jest konieczność pokonania zwiększonego oporu, jaki fali płynącej krwi stawiać może zwężona zastawka lub chore naczynia krwionośne. Podobnie jak we wcześniej opisanym przypadku, serce wykonuje większą niż normalnie pracę, co w długiej perspektywie czasowej powoduje pogrubienie jego ścian. Rzadko zdarza się, że powiększenie lewej komory lub całego serca wynika z wad wrodzonych - uszkodzonych genów, powodujących powstawanie nieprawidłowych, mniej efektywnych włókien mięśniowych, co organizm kompensuje zwiększoną ich ilością. W takich przypadkach najczęściej choruje już ktoś z rodziny lub występowały tak zwane zgony sercowe w młodym wieku wśród krewnych. Powiększenie lewej komory serca - przyczyny Z punktu widzenia biofizycznego wszystkie przyczyny powodujące powiększenie lewej komory sprowadzają się do dwóch mechanizmów, jednak chorób mogących powodować to zaburzenie jest wiele: Nadciśnienie tętnicze To najczęstsza przyczyna powiększenia lewej komory serca, dlatego też jeśli ta choroba doprowadzi do powiększenia lewej komory, konieczna jest ocena wyrównania ciśnienia. W większości przypadków wystarczająca jest modyfikacja terapii, regularna kontrola ciśnienia tętniczego oraz okresowe wykonywanie badania echokardiograficznego, a dalsza diagnostyka przerostu nie jest konieczna. Kluczowe jest więc zwrócenie uwagi na swój styl życia, regularne pobieranie leków oraz przestrzeganie zaleceń lekarskich, ponieważ konieczne jest przeciwdziałanie dalszemu powiększaniu lewej komory. W związku z tym, jeśli przyczyną przerostu tej jamy jest nadciśnienie tętnicze, powiększenie to jest niewielkie i nie narasta, to stan taki nie jest bardzo groźny. Warto jednak mieć na względzie możliwość wystąpienia opisanych niżej konsekwencji tego powiększenia lewej komory. Jeśli podejrzewana jest inna przyczyna powiększenia lewej komory serca, lekarz podejmuje dalszą diagnostykę tego stanu. Innymi chorobami, znacznie rzadziej spotykanymi, a mogącymi prowadzić do powiększenia lewej komory są: Zwężenie zastawki aortalnej - zmniejszenie powierzchni ujścia, co utrudnia wypływ krwi z lewej komory do aorty, zwiększona praca wykonywana przez tę komorę powoduje jej przerost. Niedomykalność zastawki mitralnej - wada serca polegająca na nieprawidłowym przepływie krwi z lewej komory do lewego przedsionka, co skutkuje zwiększoną ilością krwi w lewej komorze przed jej skurczem, a w związku z tym wspomnianym wcześniej zwiększonym obciążeniem wstępnym. Niedomykalność zastawki aortalnej, powodująca wsteczny przepływ krwi z aorty do lewej komory w wyniku nieprawidłowego zamknięcia płatków zastawki aortalnej. W tym wypadku również zwiększona jest objętość krwi w lewej komorze - obciążenie wstępne, ale związane jest ono z powrotnym przepływem krwi z aorty do lewej komory. Niewydolność serca - jest wywoływana przez wiele chorób serca, pojawia się, kiedy mięsień pracuje zbyt słabo, aby zapewnić odpowiedni przepływ krwi. W badaniu echokardiograficznym obserwować można: przerost, rozstrzenie jam serca, wady zastawkowe lub wady wrodzone - zależnie od przyczyny niewydolności. Kardiomiopatia przerostowa - choroba uwarunkowana genetycznie, w której występuje zwiększenie grubości ściany lewej komory i nie jest on związany z przeciążeniem lewej komory wstępnym, ani następczym. W takim wypadku zwykle choroba występowała u krewnych. Kardiomiopatia restrykcyjna - choroba, w której na skutek uszkodzenia mięśnia sercowego dochodzi do zaburzenia relaksacji mięśnia lewej komory, zdarza się, że mięsień lewej komory przyrasta na grubość. Współistnienie zwężenia i niedomykalności zastawki mitralnej -powiększeniu ulegają obie komory, szczególnie prawa, co związane jest ze zwiększoną objętością krwi napływającą do lewej komory przed skurczem. Niedoczynność tarczycy Warto zwrócić uwagę, że choroby zastawek po prawej stronie serca bardzo rzadko powodują powiększenie lewej komory serca, zwykle dzieje się tak, jeśli występują inne choroby serca. Natomiast w przypadku wad zastawki aortalnej oraz mitralnej (przedsionkowo-komorowej lewej) powiększenie lewej komory zdarza się to dosyć często. Należy pamiętać, że powiększenie lewej komory jest najczęściej nieodwracalne, ale pomimo to konieczne jest regularne kontrolowanie tego stanu oraz leczenie choroby będącej przyczyną. Niestety, długotrwale, znacznie powiększona lub stale powiększająca się lewa komora może powodować poważne konsekwencje, związane z zaburzeniem rozkurczu serca. Zdarza się także, że prowadzi ona do niewydolności serca, a jeśli naczynia wieńcowe są niedostatecznie rozwinięte w stosunku do masy mięśnia, osoby z przerostem lewej komory narażone są na zachorowanie na chorobę niedokrwienną serca oraz wystąpienie zawału serca. Czytaj też: Domowe sposoby na nadciśnienie. Jak obniżyć ciśnienie tętnicze bez leków? Kardiomiopatia rozstrzeniowa W tym wypadku nie dochodzi do pogrubienia ścian lewej komory, a wręcz przeciwnie - stają się one cieńsze, powiększa się natomiast jama lewej oraz nierzadko prawej komory. W związku z tym, że pojęcie "powiększenie lewej komory serca" jest dość szerokie i nie wskazuje dokładnie, czy pogrubieniu ulega ściana, czy jama serca, można w nim ująć również tę chorobę. Kardiomiopatia rozstrzeniowa ma wiele przyczyn: mutacje genetyczne, toksyny, infekcje wirusowe. Warto także wiedzieć, że zawodowe uprawiania sportu również może doprowadzić do powiększenia lewej komory serca, w takim wypadku mięsień przyrasta na grubość, zwłaszcza przegroda międzykomorowa. Jeśli takie pogrubienie ściany zostanie wykryte, konieczna jest regularna kontrola, a jeśli osiągnie ona określoną grubość, może być konieczne zaprzestanie uprawiania sportu, ponieważ zwiększa to ryzyko wystąpienia zgonu sercowego. Zdarza się, że po zaprzestaniu uprawiania wysiłku, zmiany budowy serca ustępują. Powiększenie lewej komory serca - objawy Nie istnieje objaw, ani grupa dolegliwości, które mogłyby świadczyć o powiększeniu lewej komory. Początkowo stan ten jest bezobjawowy, ale z czasem i postępującym pogłębianiem się doprowadza do niewydolności serca, a częstym jej objawem są duszności oraz pogorszenie tolerancji wysiłku. W zaawansowanym powiększeniu lewej komory zdarzają się także bóle w klatce piersiowej, będące wynikiem zbyt słabego ukrwienia mięśnia sercowego. Znacznie częściej występują objawy choroby, będącej przyczyną powiększenia lewej komory, np. w wadach zastawek: męczliwość duszność kołatania serca zawroty głowy omdlenia w kardiomiopatiach: duszności wysiłkowe w niedoczynności tarczycy: uczucie zimna przyrost masy ciała zaparcia zmiany skórne Powiększenie lewej komory serca - diagnostyka Podstawą rozpoznania powiększenia lewej komory są badania obrazowe, szczególnie badanie echokardiograficzne (ECHO), pozwala ono dokładnie zobrazować serce, zmierzyć jego wymiary, włącznie z wymiarami poszczególnych jam i ścian. Jeśli ściana lewej komory ma powyżej 1,1 cm grubości, mówimy o jej powiększeniu, pogrubieniu. Przypuszczenie powiększenia serca można również postawić na podstawie EKG - zmian odcinka ST, zespołów QS oraz załamka T. Oczywiście metodami obrazowania serca są również tomografia komputerowa i rezonans magnetyczny, w ten sposób wykryć można powiększenie lewej komory. W takim wypadku dzieje się to najczęściej przypadkowo, ponieważ nie są to badania pierwszego wyboru w ocenie wielkości serca. Stwierdzenie powiększenia lewej komory w badaniach obrazowych jest wstępem do dalszej diagnostyki, w trakcie której konieczne jest rozpoznanie przyczyny. Przede wszystkim konieczne jest ustalenie wartości ciśnień, ponieważ jak wspomniano, to nadciśnienie jest najczęstszym powodem powiększenia lewej komory. Jeśli ta przyczyna zostanie wykluczona, konieczne jest wykonanie dokładniejszych badań w zależności od podejrzewanej przyczyny: badania laboratoryjne rzadziej badania inwazyjne: koronarografia w podejrzeniu choroby niedokrwiennej serca i biopsja mięśnia sercowego przy podejrzeniu kardiomiopatii i wad genetycznych. Wycinki pobrane w tracie biopsji ocenia się w badaniu histopatologicznym, nierzadko wykonuje się także badania genetyczne. Wiele o budowie serca i ewentualnych wadach zastawkowych powie badanie echo serca, umożliwia ono wykrycie i ocenę stopnia nasilenia niedomykalności i zwężeń ujść zastawkowych. W powiększeniu lewej komory szczególnie wady zastawki aortalnej oraz niedomykalność zastawki mitralnej (przedsionkowo-komorowej lewej). Czytaj też: Co najbardziej szkodzi naszemu sercu? Powiększenie lewej komory serca - leczenie Nie istnieje swoiste leczenie powiększenia lewej komory. Najważniejsze jest usunięcie przyczyny, czyli odpowiednia kontrola nadciśnienia tętniczego, właściwe leczenie choroby wieńcowej - farmakologiczne, a w razie konieczności koronarografia i angioplastyka wieńcowa (wszczepianie stentów). W przypadku wad zastawkowych przeprowadzenie interwencji w odpowiednim czasie: operacji kardiochirurgicznej lub w niektórych przypadkach zabiegu przeznaczyniowego. Nie wszystkie uszkodzone zastawki wymagają leczenia interwencyjnego, w większości konieczna jest okresowa kontrola w badaniu echokardiograficznym, a decyzję o zabiegu podejmuje się, jeśli wada szybko postępuje, jest duża lub powoduje poważne objawy. Inne przyczyny również leczy się zależnie od przyczyn np.: niewydolność serca i nadciśnienie płucne farmakologicznie. Ostatecznym środkiem w zaawansowanych chorobach serca jest przeszczep serca, ale zarezerwowany jest on wyłącznie dla najciężej chorych, u których dotychczasowe leczenie: farmakologiczne i zabiegowe nie przyniosło rezultatu, a objawy choroby serca cały czas pogłębiają się, prowadząc do zagrożenia życia. Absolwent Wydziału Lekarskiego na Uniwersytecie Medycznym im. K. Marcinkowskiego w Poznaniu. Ukończył studia z wynikiem ponad dobrym. Aktualnie jest lekarzem w trakcie specjalizacji z kardiologii oraz student studiów doktoranckich. Interesuje się szczególnie kardiologią inwazyjną oraz urządzeniami wszczepialnymi (stymulatorami). Czy prawidłowo dbasz o swoje serce? Pytanie 1 z 10 Które zdanie najlepiej opisuje twoją dietę? Staram się jeść zdrowo tak często, jak to tylko możliwe Jem co chcę i kiedy chcę Pilnuję, by jeść warzywa lub zdrowe przekąski kilka razy w tygodniu WGXuEV0. 460 283 101 179 191 410 484 39 265

co jest po drugiej stronie serca